
Witajcie w Rosji, gdzie monopol Gazpromu
jest efektem cyrografu; gdzie w programie na żywo Eduard Limonow walczy na
pięści z Borysem Niemcowem, bo relacja live spod spódnicy Ałły Pugaczowej póki
co nie wchodzi w grę; gdzie w głównym wydaniu wiadomości, przepełnionym
szczegółowymi relacjami z gospodarskich wizyt prezydenta i premiera, nie ma
miejsca na wzmiankę o wizycie Obcych i ich przekazie dla Ziemian.
Aktualny wydźwięk tych opowiadań
sprawia, że w zasadzie nie czyta się ich jak literatury science-fiction.
Elementy fantastyczne wzmagają co najwyżej poczucie absurdu i potęgują wrażenie
izolacji, istnienia bliżej nieokreślonego, wewnętrznego systemu, którego
działania nikt nie jest w stanie pojąć. Jacek Hugo-Bader pisał kiedyś, że
największym nieszczęściem Rosji jest jej umowność. To prawda, Głuchowski
napisał o umownym kraju, umownych zasadach i jednotorowym, umownym myśleniu.
Wyeksponował przy tym starannie przykryte rosyjskie lęki i uprzedzenia. Stosunek
do imigrantów, weteranów wojennych czy emerytów od dawna jest tematem tabu,
który wypływa co najwyżej na chwilę przy okazji obchodów Dnia Zwycięstwa albo
symbolicznej waloryzacji świadczeń. Skorumpowane państwo istnieje za cichym
przyzwoleniem wszystkich, a zależne od niego media działają według wytycznych zarządzających
nimi oligarchów, którzy z kolei stanowią trzon skorumpowanego państwa. I tak
dalej.
Rzeczywiście, niewiele w tym
odkrywczego. Oto kolejny – po Jerofiejewie, Sorokinie czy Pielewinie – pisarz, który
głośno mówi o tym, że nie akceptuje rzeczywistości wykreowanej na siłę przez
aparat władzy. Podobni przedstawiciele pokolenia niespełnionych nadziei i
straconych szans przemawiają dość regularnie i wygląda na to, że – biorąc pod
uwagę chociażby ostatnie wydarzenia w Rosji – jeszcze wielu Jerofiejewów,
Sorokinów, Pielewinów i Głuchowskich będzie musiało pisać o tym samym. Właśnie
to w „Witajcie w Rosji” przeraża najbardziej.
(Dmitry Glukhovsky, "Witajcie w Rosji", przeł. Paweł Podmiotko, Insignis, Kraków 2014)
To jest oficjalna recenzja: